Ten moment, w którym forma przestaje być projektem, a staje się czymś żywym. Tkanina układa się miękko, niemal jak druga skóra — dokładnie tak, jak powinna.
W pracowni wszystko zaczyna się od linii. Nie są przypadkowe. To architektoniczne konstrukcje, które nadają kształt, prowadzą materiał i decydują o tym, jak ubranie będzie pracować z ciałem. Każde cięcie ma znaczenie. Każde przesunięcie o milimetr zmienia proporcje, balans, charakter.
Tu nie ma pośpiechu. Jest skupienie. Jest cisza przerywana dźwiękiem nożyczek i przesuwającej się tkaniny. Marszczenia układają się stopniowo, kontrolowane, świadome. Nic nie jest zostawione przypadkowi.